fot. ze zbiorów autora
Siekiera... Zespół - legenda, dowodzony przez gitarzystę i poetę Tomasza Adamskiego, niewątpliwie zapisał się w historii polskiej muzyki rockowej. Nawet jeśli czas w jakim działał nie był znowuż aż tak długi. Zapewne duży wpływ na to miała duża doza oryginalności - nawet jeśli nie muzyki, to na pewno przekazu słownego. I nazwijmy to - ogólnej kreacji artystycznej. Chyba nie przypadkiem dziennikarze piszący o Siekierze w czasie ich działalności wspominali, że "nawet boją się o nich wspominać". Niewątpliwie - jeśli chodzi o kreowanie swojego image, a także swoistej aury dzikości, zespół nie miał sobie równych. Zwłaszcza jeśli dotyczyło to tego pierwotnego wcielenia Siekiery - tego najbardziej brutalnego i punkowo-hardcore'owego łojenia spod znaku Discharge, czy innego Exploited. Ciekawostką jest, że właśnie to najbardziej pamiętne muzyczne wcielenie Siekiery przez lata było zupełnie nieudokumentowane w żaden sposób. Oficjalnej studyjnej płyty doczekało się za to wcielenie drugie. Zdecydowanie odmienne od poprzedniego.
To już nie punk, to raczej wyrosła na jego fundamencie cold-wave. To, co na pewno pozostaje charakterystyczną częścią składową Siekiery jako zespołu, na pewno jest jego swoisty muzyczny minimalizm.
Adamski miał bowiem talent do tworzenia dość zgrabnych riffów, opartych o kilka zaledwie akordów. I za każdym razem brzmiały one ciekawie. Jednak słuchając muzyki z "Nowej Aleksandrii" można odnieść wrażenie, że często nawet nie chodzi tu o konkretne melodie, czy zagrywki.
Bardziej liczy się wytworzenie jakiejś specyficznej atmosfery. Czegoś w rodzaju muzycznego odpowiednika makabrycznej, a miejscami i dramatycznej groteski. Poszczególne utwory bowiem, zbudowane na dość oszczędnych harmonicznie patentach łączy to nieokreślone "coś". Nazwijmy to pewnym klimatem, który notabene zdaje się idealnie wręcz współgrać z minimalistycznymi, tajemniczymi tekstami.
Pierwszy lepszy z brzegu przykład - rozpoczynający całość "Idziemy przez las". Transowy riff gitary, powtarzany w kółko, na tle chłodnego brzmienia klawiszy, do tego dudniący prosty podkład basu i brzmiąca jak automat perkusja. Całość składa się w naprawdę hipnotyzującą mieszankę. Im dalej - tym lepiej. "Ludzie wschodu" to wręcz genialny przykład siekierowego minimalizmu. Od razu przykuwa uwagę powtarzany raz za razem dość prosty, oparty na kilku dźwiękach basowy riff. W przejściach na perkusji, jak i ogólnym jej brzmieniu słychać wyraźne wpływy Joy Division, szczególnie z okolic płyty "Closer". Wtóruje im też syntezatorowe tło.
Nad całością unosi się jakiś taki specyficzny nastrój niepokoju i tajemniczości. Myślę, że właśnie to właśnie to jest klucz do odbioru tej płyty. Tym co sprawia, że "Nowa Aleksandria" jest tak niesamowita.
Jest to tym ciekawsze, że riffy gitarowe Adamskiego są dość proste. Czasem można odnieść wrażenie, że tak naprawdę jego gitara po prostu jest czymś w rodzaju wypełniacza tła. Wynika to zapewne z przyjętej post-punkowej konwencji. Zdecydowanie, to zagrywki basowe nadają ton rytmiczny i melodyczny całości. Świetnie brzmią zwłaszcza te bardziej synkopowane kontrapunkty. Zagrane są one z naprawdę niezłym wyczuciem ("Idziemy przez las"). Świetny jest też basowy pasaż z "Tak dużo, tak mocno", dodatkowy podkreślający tempo utworu.
Warto wsłuchać się też w drugi plan. W tle przewija się bowiem sporo różnych niezidentyfikowanych dźwięków. W "Ludziach wschodu" na przykład coś, co mnie kojarzy się zawsze z odgłosami pociągu. A w trakcie jego trwania, pojawia się coś, co brzmi jak... spuszczanie pary?
O punkowych korzeniach zespołu przypominają za to gitarowe riffy "Bez końca" lub "Idziemy na skraj". Aczkolwiek są on tu w pewnym sensie przytępione brzmieniowo i stonowane przez zimnofalowy sztafaż. Jak i zdecydowanie wolniejsze tempo.
Jeśli miałbym szukać jakichś powiązań muzycznych, to na pewno jest tu coś z dokonań Killing Joke. Słychać to zwłaszcza w utworze tytułowym płyty, niemal siekierowej interpretacji słynnego "The Wait". A także w "Już blisko". W tym przypadku pobrzękują za to echa innego utworu zespołu Jaza Colemana, a konkretnie "Complications". Brzmienie gitar, jak i konstrukcja riffów zdradza też wyraźną fascynację dokonaniami The Wire. Za to melodyka takich "Misiów Puszystych" -pewne wpływy DAF.
Swoistym novum za to są pojawiające się na płycie dwa całkowicie instrumentalne utwory. Mowa o "Na zewnątrz" oraz "Czerwonym pejzażu". Pobrzmiewa w nich jakieś dalekie nawiązanie do dokonań Davida Bowiego do spółki z Brianem Eno. Te dźwięki mogłyby spokojnie znaleźć się na ich płycie "Low".
Co ciekawe, w kilku miejscach Siekierze udało się uzyskać brzmienie, które wręcz zapowiada to, co dopiero miało nadejść... Takie "To słowa", czy"Tak dużo, tak mocno", czy nawet "Misiowie puszyści" to niemal prekursorzy często dziwnych eksperymentów z elektroniką końca XX wieku... Można się nawet pokusić, że cała płyta, biorąc pod uwagę jej brzmieniowy i melodyczny ascetyzm, w pewien sposób zapowiada szaleńcze poszukiwania rocka industrialnego.
Interesujący jest również wokal Dariusza Malinowskiego. Jego niski, dość ponuro brzmiący głos świetnie współgra z tą zdehumanizowaną muzyką. Przy okazji zdradza bardzo dobry zmysł interpretacyjny. Wokal świetnie komponuje się z atmosferą beznadziei i tajemniczości, jaka wręcz wylewa się z poszczególnych utworów. Malinowski był naprawdę sprawnym wokalistą. Prostymi środkami udaje mu się bowiem nie tylko przykuć uwagę słuchacza, ale i wiarygodnie przekazać cały słowny ładunek tej płyty.
A ten, trzeba przyznać, też jest nietuzinkowy. Z ascetyczną muzyką, korespondują bowiem bardzo zdawkowe teksty. Poeta Tomasz Adamski proponuje coś w rodzaju "mikroliteratury". Czasem cały niemal tekst utworu zawiera się w jego tytule. Wystarczy przywołać już otwierający zestaw "Idziemy przez las" ("Idziemy przez las/a niebo jest tuż"). W sumie - dwa wersy. Albo "Tak dużo, tak mocno/ nie pytaj już, nie pytaj" ("Tak dużo, tak mocno"). Ewenementem są utwory, które posiadają całe dwie zwrotki ("Ludzie wschodu"). Mam wrażenie, że ta oszczędność tekstowa też ma swoją wymowę. Tak jak muzyka wydaje się ona wymykać jednoznaczności. I pozostawia naprawdę spore pole do interpretacji. Niemniej tekst "Nowej Aleksandrii" z opisami "domów obok fabryk", jest dość sugestywnym odbiciem czasu, w którym powstała ta płyta.
Płytę niepokojącą, zimną, zdehumanizowaną... "Nową Aleksandrię" można opisywać bardzo różnie. Dla mnie, pomimo upływającego czasu, jest niezmiennie intrygująca i wciągająca.
Lista utworów: Idziemy przez las/ Ludzie wschodu/ Bez końca/ Idziemy na skraj/ Na zewnątrz/ Nowa Aleksandria/ To słowa/ Już blisko/ Tak dużo, tak mocno/ Czerwony pejzaż/ Misiowie puszyści/ Jest bezpiecznie/ Ja stoję, ja tańczę, ja walczę
Skład: Tomasz Adamski - gitara, śpiew/ Dariusz Malinowski - śpiew, gitara basowa/ Paweł Młynarczyk - instrumenty klawiszowe/ Zbigniew Musiński - perkusja

Komentarze
Prześlij komentarz