EWA BRAUN „ESION”



                                                            fot. Serpent


Ewa Braun „Esion” Nikt Nic Nie Wie 1996



„Esion” – anagram słowa „noise”. Hm… Tytuł tej płyty teoretycznie zdradza, z czym słuchacz może mieć do czynienia. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku polska (ale pewnie i nie tylko polska) muzyczna scena niezależna uwielbiała wszelkiego rodzaju etykietki. Co prawda bazą tych wszystkich „wynalazków” pozostawało dość proste granie. Zwłaszcza punkowe. Złośliwi twierdzili nawet, że to były takie próby maskowania w sumie bardzo jednorodnej, żeby nie określić tego jeszcze dobitniej – plagiatorskiej, czy raczej schematycznej w swojej budowie harmonicznej i melodycznej warstwy muzycznej. A w wielu przypadkach – także lirycznej. A jednak, na scenie niezależnej pojawiały się też zjawiska nietuzinkowe. Na pewno zalicza się do nich Ewa Braun. Czego dowodem jest między innymi płyta „Esion”.

Odwrócony noise… Czymże jest to zjawisko, według Ewy Braun?

Album zaczyna się dość spokojnie. Instrumentalny, w swoim posmaku niemal post-rockowy „Czarny ptak” powoli wprowadza w nastrój płyt. I tu pierwsze zaskoczenie – nastrój ten jest dość spokojny. W tamtym czasie na tle większości propozycji sceny niezależnej (jak i wcześniejszych dokonań Ewy Braun) – ewenement. Okazuje się bowiem, że „Esion” wypełnia całkiem sporo takich dźwięków. Sprzyjają temu, chociażby, długości poszczególnych utworów. Dominują tu bowiem długie frazy, czasem przyjmujące formę improwizacji („Czarny ptak”, „Hard-core”, „Mów mi Allie”). Na pewno ton tej muzyce nadaje gitara. Partie gitar są na pozór dość oszczędne. Nie ma tu zbyt wiele jakichś porywających i chwytliwych riffów. W zamian za to dużo tu plam dźwięków, pisków, szumów, wszelakich sprzężeń, czy pasaży. W dodatku poszczególne zagrywki powtarzane po wielokroć grane są wręcz z uporem maniaka. Szczególnie słychać to w „Mów mi Allie”, ale też „Niebo”, czy „W drodze”. Jeśli przywodzą na myśl jakieś skojarzenia, to wędrują one w stronę amerykańskich niezależnych zespołów w postaci Sonic Youth, Swans, może odrobinę Fugazi, Tortuise. Zaznaczyć należy jednak, że skojarzenia te są dość dalekie. Nie ma tu bezpośredniego kopiowania. Raczej chodzi o pewien klimat. Co ciekawe, słychać miejscami, że zespół wywodzi się ze zdecydowanie hardcore’owego nurtu. Na przykład w „Niebie” pojawia się na początku dość ostry riff gitarowy, jednak wydaje się on w pewien sposób wygładzony. Jakby wbity w tło utworu. Tym bardziej że towarzyszy mu dość gęsta transowa perkusja i mocno dudniący bas. A jednak muzyka ta nie ma siły ciosu. Raczej chodzi tu o zbudowanie solidnej ściany dźwięku. Niczym filaru, na którym budowane są konkretne harmonie i melodie (np. wokal, albo partie instrumentów dętych w „Niebie” czy „Hard core”). Podobnie dzieje się w „Martin Luther King”. Utwór posiada dość ostry gitarowy riff, mocno bite bębny i tłusty bas, ale wszystko to pozostaje jakby w tle. Sama gitara też nie jest typowo riffowym instrumentem. Co prawda dominuje tu przesterowane brzmienie jednak sporo tu też wykorzystania różnych efektów (delay, etc.), co dodatkowo ubarwia utwory.

Zamysł kompozycyjny płyty wydaje się dość prosty. Dominują utwory dłuższe (niekiedy ponad dziesięciominutowe) w większości oparte na pojedynczych motywach, które stopniowo zdają się rozwijać. Dochodzą jakieś przejścia. Miejscami coś narasta, by za chwile się wyciszyć. Muszę przyznać, że operowanie klimatem utworów wyszło na tej płycie wyśmienicie. Naprawdę wiele dzieje się w strukturze utworów, nawet jeśli nie ma w nich jakichś radykalnych przełamań rytmu. Słychać to choćby w „Samochodem i domem zajęła się policja”, utworu będącego wręcz kulminacją płyty. To one odpowiadają za klimat jakiejś takiej tęsknoty, która unosi się nad tymi nagraniami. Tęsknoty za czymś, co nigdy się nie wydarzy…

Długość utworów z „Esion” przywodzić może na myśl rejestracji swoistego jam session, czasem wręcz z jazzowym posmakiem. Szczególnie słychać to w „Esion” i „Hard core”. Bujająca sekcja rytmiczna, luźno pobrzękująca gitara, racząca słuchacza różnymi psychodelicznymi wręcz zagrywkami. Niekiedy wychodzącymi poza skalę utworu („Esion”), drażniąca dysonansami, a do tego zapętlone basowe motywy („Samochodem i domem zajęła się policja”). Trzeba przyznać, że wsłuchiwanie się w nie potrafi zaangażować, wciągnąć w misternie tkaną strukturę harmonii.

Pojawia się też kilka krótszych utworów. Już drugi utwór – „Ucieczka” jest pewną pozostałością po hardcore’owych początkach zespołu. Jest też bardziej melodyjny, przez co może sprawiać wrażenie niepasującego do reszty. Podobnie – ciut dłuższy – „A.I.D.S.” Ten drugi nie dość, że jest odrobinę inaczej zaaranżowany niż reszta (pojawia się nawet gitara akustyczna), to i gra perkusji, która wydaje się nadawać temu numerowi całkiem innych charakter. Nawet wokal w tym utworze jest jakiś bardziej energetyczny, co zresztą współgra z treścią tekstu utworu.

Co do wokalu. Główne partie należą do basisty – Rafała Szymańskiego, miejscami wspieranego przez gitarzystę Marcina Dymitera. Głos Szymańskiego nie ma może zbyt wielkiej skali. Nie stosuje też jakichś ekstremalnych technik wokalnych. Na płycie dominują raczej spokojnie wyśpiewywane (miejscami na granicy melodeklamacji) partie. Miejscami pojawia się nawet szept. Mam wrażenie, że to też był pewien zabieg koncepcyjny. Jeśli tonujemy warstwę instrumentalną, to i idą i jej śladem linie wokalne. Ważne, że zarówno jedna, jak i druga oddaje nastrój płyty, a także treści tekstów utworów. Czasem wokalista pozwala sobie na elektroniczne przetworzenie głosu, czy na swoisty dialog, w formie dopowiedzeń do sampli przemówienia („Martin Luther King”). W „A.I.D.S.” pojawia się krzyk, co dodatkowo oddaje dramatyzm tekstu.

Wyróżniają się teksty (głównie autorstwa Szymańskiego). Poza tym dobrze korespondują z muzyką. „Moja opowieść nie będzie niczym więcej (…)/ Była dla mnie ciągiem postaci i miejsc.” („Mów mi Allie”) Dużo tu motywów podróży („Tak to ze mną jest, że wędruję” – „Mów mi Allie”). Nawet w tytułach („W drodze”). Miejscami sprawiają wrażenie czegoś w rodzaju liryczno-muzycznego odpowiednika filmu drogi. Pojawiają się pewne obrazy, czy opisy scen. Jak na przykład w „Ucieczce” - będącej, w pewnym sensie, dość… hm… romantycznym podejściem do samobójstwa („Ocieraliśmy się o niebo, przez parę chwil żyliśmy wiecznie”). Czy w „A.I.D.S.” („Rzygam krwią, moja skóra nie jest dla mnie nawet ochroną”) . Właśnie jako ucieczki od społeczeństwa, nakazów... listę „od czego” można mnożyć. To sprawia, że wydźwięk tej płyty staje się naprawdę nonkonformistyczny. Czasem ta ucieczka może mieć wręcz destrukcyjny wymiar („Ucieczka”, „A.I.D.S”), albo całkiem dosłowny – „Siedzimy w kradzionym samochodzie, mamy ten sam kierunek, co zawsze/na trochę zapomnieć o milczeniu miasta.” Pojawiają się dość zaskakujące paralele – „parkingi są naszą nocą poślubną (…), a sakramentu udziela nam noc” („W drodze”), niekiedy burzące nasze pierwotne wyobrażenie o znaczeniu tekstu. Nagle z dość dosłownego (nawet w poetyckim ujęciu) opisu balansowania na krawędzi, nabiera on wymiaru wręcz metafizycznego („ciągle mamy ulgowe bilety (…), podróżujemy między niebem a piekłem”. Podobny zabieg w „Samochodem i domem zajęła się policja” – „Wtedy przez chwilę padał deszcz/ A gdy już byliśmy razem/ zamknęliśmy drzwi domu na klucz/ zostawiliśmy auta na parkingu/ polecieliśmy w kosmos/ było zimno/ nigdy już nie wróciliśmy do siebie”). Nawet w dość zaangażowanym w swej wymowie „Martin Luther King” znalazło się miejsce na frazę: „Biały dzień i czarna noc krótko śpiewają piosenkę równości”. Teksty na „Esion” bywają też dość hermetyczne. Zawierają też całkiem sporo poetyckich fraz, które pozostawiają dość duże pole do interpretacji. Jak chociażby w genialnym „Niebie” – „moja krew jest błękitna/odbija się w niej niebo”.

Zdecydowanie, teksty nie są tylko tłem dla niebanalnej muzyki. Są jej doskonałym dopełnieniem. I na pewno warto się w nie wsłuchać.

„Esion” – noise’ owa muzyka drogi.

Warto udać się w nią wraz z Ewą Braun.

Doskonała płyta!


Lista utworów: "Czarny ptak"/ "Ucieczka"/ "Martin Luther King"/ "Hard Core"/ "Mów mi Allie"/ "Niebo"/ "W drodze" / "A.I.D.S"/ "Samochodem i domem zajęła się policja"/ "Esion"

Skład: Marcin Dymiter - g, voc., tamburyn; Dariusz Dudziński - dr., g; Rafał Szymański - b, gościnnie: Sławek Gołaszewski - klarnet




Komentarze

Popularne posty z tego bloga