GDZIE CI KWIATY? "GDZIE CI KWIATY? Polygram Polska MC 1994, CD 1995


                                                fot. http://gdziecikwiaty.barzycki.pl/








Lata dziewięćdziesiąte były ciekawym okresem w historii polskiej muzyki, nazwijmy to, popularnej. Z jednej strony nadal funkcjonowała dość prężnie scena niezależna, z całą maścią różnych zespołów punkowych i awangardowych. Z drugiej strony organizowano różne festiwale, na których prezentowały się naprawdę obiecujące zespoły. Co więcej, przekładało się to niekiedy na konkret w postaci nagrania płyty, w profesjonalnym studio. Do tego dochodziły także konkretne działania marketingowe. I co ciekawe, mam wrażenie, że bardziej starano się wtedy promować nie tyle tylko samą muzykę, ile też i pewnego rodzaju kreację artystyczną. O stworzenie marki, która firmować miała muzykę, która równie dobrze mogła sprzedać się i za lat pięć, czy dziesięć.

Gdzie Ci Kwiaty? to jeden z zespołów, który wygrał Marlboro Rock-In'94, o czym dumnie informuje grafika na ich debiutanckiej płycie. Zespół powstał w 1994 r. z inicjatywy wokalisty, gitarzysty i autora tekstów Jacka Barzyckiego, jednak pozostali muzycy też nie są jedynie tłem dla swojego lidera. Grupa bowiem jest niczym zgrany kolektyw. Do tego Gdzie Ci Kwiaty? już na debiucie prezentują własny rozpoznawalny muzyczny styl!

Ich debiut to w zasadzie kwintesencja rocka początku i połowy lat dziewięćdziesiątych. Podstawowy skład zespołu - wokal, dwie gitary, bas i perkusja. Zero jakiejś zbędnej elektroniki. Tylko własne umiejętności i biegłość w graniu na konkretnym instrumencie. No i oczywiście wysunięty na pierwszy plan głos wokalisty.

Gdzie Ci Kwiaty? grają bowiem hard rocka, czasem wzbogaconego lekką wibracją rodem z Seattle tamtych czasów. Sporo mocnych i melodyjnych riffów, do tego mocno osadzona gra sekcji rytmicznej. Całość okraszona jest wieloma chwytliwymi melodiami, puentowanymi mocnym głosem wokalisty. Da się tu wyłapać sporo nawiązań do rockowej historii. Niekiedy poprzez konstrukcję niektórych riffów, zdradzających wyraźną inspirację Black Sabbath ("Enemy Inside", "Can you do anything?"), a pewnie też i kontynuatorów ich myśli muzycznej, w postaci Soundgarden, co ujawnia się w nawiązaniu do dość charakterystycznego brzmienia gitar ("The Enemy Inside", "Can You Anything?"). Nie przypadkiem też zespół sięga po sprawdzony patent spokojna zwrotka-mocniejszy refren. Taki "Błazen", właśnie dzięki temu, ale też i charakterystycznemu bridge'owi mógłby spokojnie odnaleźć się na jednej z płyt Nirvany. Choć raczej na "Nevermind" niż "Bleach". Za to utwór "Obojętność" posiada już widoczny drive właściwy dla kawałków Pearl Jam. 

Miejscami pojawia się też nawet coś funkowego. Na przykład ten pulsujący bas w "Ule bule", czy cięty riff "Słuchaj - może tego nie wiesz" (choć w tym ostatnim przypadku, to jednak tylko dodatek, kawałek brzmi czysto grunge'owo). 

Zespół nie stroni też od balladowych dźwięków. I na tym polu wypada przekonująco. "Ciała astralne" okazują się bardzo dobrą melodyjną piosenką o miłości. Dodatkowo warto tu zwrócić uwagę na świetnie uzupełniające się gitary. 

Miejscami zespół urozmaica swoje utwory kilkoma wręcz psychodelicznymi wstawkami ("Słuchaj - może tego nie wiesz", solówka w "Mógłbym zabić"). 

Ozdobą materiału jest też bardzo dobry wokal obdarzonego naprawdę charakterystycznym głosem Jacka Barzyckiego. Śmiem twierdzić, że to jeden z najlepiej brzmiących polskich wokalistów, jakich danych było mi usłyszeć w polskim rocku. Jego niski i głęboki głos ma naprawdę szeroką skalę. Poza tym Barzycki śpiewa naprawdę pewnie. Panuje nad swoim głosem (warto się wsłuchać choćby w to ciągnięcie frazy w "Pragnę właśnie jej"). Wie, co chce osiągnąć i jak. Potrafi zarówno zaśpiewać melodyjnie, czasem wręcz lirycznie, jak i potężnie się wydrzeć. Naprawdę zjawiskowy wokalista.

Podobają mi się też teksty utworów. Są jakieś takie... prawdziwe. Jest trochę o uczuciach i miłości  ("Lewituję", "Przetrwać dzień po nocy"), nawet odrobinę erotyki, jednak w bardziej poetyckim niż dosłownym ujęciu, z dość zaskakującymi metaforami ("wolne elektrony się gonią..." w "Jestem elektryczny", czy moje ulubione "Ciała astralne": "To, co między nami się stało, nie jest namacalne/ gdy splatają się namiętnie dwa ciała astralne/ Chociaż mnie przeszywają wszystkie te zatrute słowa/ Duch mój nigdy nie przestanie twego obejmować..."). Pojawia się odrobinę dobrych rad ("The Enemy Inside"). Jednocześnie muzycy nie zapominają o buncie. Nie podoba im się nachalna komercja ("New Fashion"), ale też społeczna znieczulica na biedę i nieszczęście innych ("Can You Do Anything?", "Obojętność"; ten ostatni ze znaczącymi słowami: "To nieprawda, że nie możesz nic zrobić...", jakoś tak podnosi na duchu...). Jest też o potrzebie bycia autentycznym i potrzebie prawdy w życiu ("Błazen"). Nie brakuje też potrzebnego dystansu i poczucia humoru ("Ule bule").

Debiut zespołu Gdzie Ci Kwiaty? to do tej pory świetna płyta. Jedna z najważniejszych w polskim rocku.

Skład: Jacek Barzycki - wokal/gitara, Paweł Pałaszewski - gitara, Krzysztof Kropisz - bas, Tomasz Szeląg - dr, 

Spis utworów: Lewituję/ Pragnę właśnie jej/ Jestem elektyczny/ The Enemy Inside/ Słuchaj - może tego nie wiesz/ Przetrwać dzień po nocy/ New Fashion/ Ule Bule/ (Błazen) Wyciskacz łez/ Ciała astralne/ Obojętność/ Mógłbym zabić/ Can You Do Anything

Komentarze

Popularne posty z tego bloga