Holy Toy "Warszawa"  (org. 1982, wydanie polskie Music Corner Records 1998)

                                                

                                              fot. Serpent


Zaiste, intrygująca to płyta.

Holy Toy, to raczej mało znane muzyczne wcielenie Andrzeja Dziubka. Artysty tak nieszablonowego, jak jego życiorys. Polski góral, który jako jeszcze nastolatek stwierdził, że nie chce żyć w komunistycznej Polsce i zupełnie na dziko przedarł się przez granicę. Najpierw dostał się do Czechosłowacji, a potem do Austrii. Ostatecznie stąd wyemigrował na stałe do Norwegii. Tu rozpoczął studia w Państwowej Szkole Sztuki i Rzemiosła w Oslo. W Norwegii przyjął nazwisko Nebb. I właśnie tu wraz z Larsem Pedersenem powołał do życia jeden ze swych najbardziej eksperymentalnych muzycznych projektów. Notabene do dziś uznawana jest za jedną z najważniejszych grup w historii norweskiego rocka. Choć trzeba przyznać, że rodzaj "rocka" jaki prezentowało Holy Toy był naprawdę specyficzny i jedyny w swoim rodzaju.

Płyta "Warszawa" jest tego naprawdę dobitnym dowodem.

Jak na rok swojego wydania, czyli 1982 r., jak i miejsce (Norwegia), można śmiało stwierdzić, że Holy Toy było swego rodzaju muzycznym ewenementem. Już początek płyty zapowiada, że nie będą to zwykłe rockowe piosenki. Rozpoczynający płytę "Down in Japan" intryguje swoim muzycznym minimalizmem. Prym wiodą tu dość dziwnie brzmiące klawisze i bardzo oszczędna aranżacja, podkreślana mechanicznie wybijanym przez perkusję rytmem.

Już tutaj można zauważyć, że bazą dla muzyki Holy Toy wydaje się punk rock,  a jeszcze ściślej - zimno falowe eksperymenty, które na nim wyrosły, w rodzaju szeroko rozumianego "post punka". Owszem pojawia się miejscami sfuzzowana mocno gitara ("Lada Vada"), czy motoryka niczym w Joy Division ("Marmur"). Jednak nie ma tu ani odrobiny melodyki dajmy na to takiego The Cure. Jeśli już doszukiwać się jakichś podobieństw, to raczej są tu pewne echa eksperymentów Davida Bowiego i Briana Eno z płyty "Low". Może też odrobinę Bauhaus ("Marmur"). Nie jest to jednak kopiowanie patentów wspomnianych artystów. Raczej luźne skojarzenia.

Na pewno dużą rolę odgrywa tutaj bas. Jego dość w sumie proste, ale i charakterystyczne zagrywki nadają ton i swoistą motorykę. Czasem może to być nawet ogrywanie jednego dźwięku jak w "Marmurze", czasem wyraźnie podkreślony basowy riff jak w "Lada Vada". Albo rwane zagrywki w "Planet of Violence". W takich "Buntownikach" za to bas pięknie współgra z grającą arpeggio gitarą. W połączeniu z plamami klawiszy brzmi to wręcz fenomenalnie. Prostymi środkami zespół osiąga niesamowite efekty.

Zaciekawia także dość szerokie spektrum aranżacyjne płyty, zwłaszcza jak na przyjętą przez zespół konwencję. Oprócz basu brzmienie buduje zwłaszcza chłód klawiszy. Ich pasaże, powtarzane niekiedy jak mantra wprowadzają niekiedy w swoisty trans ("Dwa portrety"). Pojawiają się dodatkowe instrumenty. Jak np. trąbka w "Warszawie", :"Marmurze", czy "Lada Vada", czy "Bells", albo "Wojtku" Miejscami da się wyłapać subtelne dźwięki fortepianu ("Portety"). Nadaje to miejscami dość jazzowego posmaku całemu albumowi.

Dość często zespół miesza w formie utworów i odchodzi dość daleko od typowego układu zwrotkowo-refrenowego ("Buntowniki"). Pojawiają się umiejętnie stosowane pauzy, szczególnie podkreślane przez pracę sekcji rytmicznej ("Warszawa", "Marmur"), które urozmaicają dynamikę utworów. Warto wsłuchać się zwłaszcza w drugi plan. W tle bowiem nieraz pojawiają się dźwięki bliżej niezidentyfikowane. Przykładem może być już pierwszy na płycie "Down in Japan", czy postępujący za nim "Marmur". Brzmi to miejscami jak echa muzyki industrialnej (podobnie w "Bells"). A to, że odgrywają one naprawdę dużą rolę w muzycznym świecie Holy Toy świadczyć może także finał płyty w postaci "Planet of Violence", który oprócz wyraźnie pulsującego basu, wydaje się na nich wręcz bazować. Pojawiają się też twórczo wykorzystane elementy góralskiego folkloru, który o dziwo, również okazuje się dobrą bazą do eksperymentów, i to nawet o posmaku psychodelicznym ("Niebieska patelnia").

Co ciekawe, eksperymenty z przetworzeniem dźwięku, potrafią niekiedy wzbudzić w słuchaczu pytanie, co tak naprawdę usłyszał... ("Niebieska patelnia", to "coś" co przypomina jak żywo beczenie baranów, albo w  "Bells", jakieś kościelne dzwony, intrygujące wykorzystanie wiolonczeli, czy "Lada Vada" - odgłosy uderzania w jakieś naczynia?) 

Muzycznie całość mogłaby wydawać się odrobinę niespójna. A jednak tak nie jest. Całość bowiem ma swój specyficzny klimat, a poszczególne elementy tylko pomagają go budować.

Zwłaszcza że ważną rolę w muzyce Holy Toy pełni wokal Andrzej Dziubka. Wokal i przede wszystkim jego osobowość. Swoim niskim głosem, idealnie odnajduje się w tych utworach. Wydaje mi się, że nawet dodaje im więcej głębi. Czasem wystarczy smutna melodeklamacja (to, w jaki sposób wyśpiewuje wersy "Wojtka"...), albo złowieszcze mruczenie ("Buntowniki"), czasem wręcz góralski zaśpiew ("Niebieska patelnia"). Jednego nie można mu odmówić - genialnej ekspresji wykonawczej i idącej z nią w parze autentyczności. Warto się wsłuchać w poszczególne linie melodyczne, które na tle tej dość nieoczywistej muzyki, wypadają równie ciekawie. 

Tym bardziej że wtórują im teksty. Te śpiewane są zarówno po polsku (czy też w gwarze góralskiej), jak i po angielsku. Zazwyczaj nie jestem entuzjastą podobnych zabiegów, jednak w tym wypadku brzmi to całkiem dobrze. I w jakiś sposób, wpisuje się w ten "emigracyjny" i w sumie "międzynarodowy" charakter płyty. Ich treść też jest niebanalna. Czego tu nie ma... Trochę futurystycznych wizji ("Down in Japan", "Planet of Violence"). Sporo tu swego rodzaju przytyków do komunizmu. Jak w  "Marmurze (ten genialny lapidarny opis inwigilacji - "głuche głośniki, głuche nadajniki, to są bloki w marmurze"), czy pieśń o mumii w mauzoleum ("Dwa portrety", dla mnie to ewidentne nawiązanie do Lenina). Albo jawne nabijanie się ze wschodniego Wielkiego Brata w "Lada Vada" (nieśmiertelne ""traktor lada, lada traktor, osram traktor, osram lada"). Czasem nabiera to bardziej dramatycznych wymiarów jak w historii osadzonego "za pisanie wierszy" Wojtka... ( "zapalili mu świeczkę wolności, przy trumnie białej", po tym wersie, aż dreszcze przechodzą po plecach), czy wręcz apokaliptyczno-wojennych ("Warszawa"). Oczywiście, nie pojawiają się one przypadkowo. Wydają się wręcz muzyczną odpowiedzią na trwający w Polsce stan wojenny. Jest tu też miejsce na odrobinę folkloru ("Niebieska patelnia"). A "Buntowniki" Norwida to klasa sama w sobie. Swoista wisienka na torcie.

Album "Warszawa" zespołu Holy Toy to płyta wyjątkowa i ważna. Niesamowicie oryginalna muzyka, którą warto poznać.

Lista utworów: Down In Japan/ Warszawa/ Marmur/ Dwa Portrety/ Niebieska Patelnia/ Lada Vada/ Wojtek/ Bells/ Buntowniki/ Planet Of Violence 

Skład: Andrej Nebb (Andrzej Dziubek) - bass, voc/ Sven Kalmar - drums, organ/ Bjørn Sorknes - git. organ/ Rolf Walin - trampet, flute/ Anne-Marit Nedregaard - cello



   



Komentarze

Popularne posty z tego bloga