Świetliki "Las putas melacólicas y exclusivas" Universal Music Polska 2005 r.



                                            fot. ze zbiorów autora

Świetliki, a właściwie świetlikowate, inaczej zwane "świętojańskimi robaczkami" to rodzina z rzędu chrząszczy. Ich cechą charakterystyczną jest zdolność bioluminescencji. Poza tym Świetliki to również nazwa - jak to określają członkowie tejże grupy - "kultowego zespołu o profilu muzycznym".


Dowodzony przez Marcina Świetlickiego, odpowiadającego głównie za warstwę liryczną projektu i towarzyszącemu mu dzielnie Grzegorza Dyducha - głównego muzycznego mózgu tego przedsięwzięcia. W przypadku omawianej płyty, do zespołu przyłączył się również Bogusław Linda, znany głównie ze swej kariery aktorskiej. Tych trzech panów, wraz z pozostałymi członkami zespołu Świetliki - czyli Arturem Gasikiem, grającym na gitarze i klawiszach, perkusistą Markiem Piotrowiczem, a także gitarzystą Tomaszem Radziszewskim stworzyli płytę. Płytę jedyną w swoim rodzaju.


Początek może być mylący. Jakby w duchu poprzednich dokonań zespołu. Czyli czysto punkowo. Utwór "Popatrzcie" to punk na całego - szybki, charakterystyczny rytm, a nawet - miejscami - typowe "darcie mordy". Jak się okazuje to jedyny taki wyskok w podobne muzyczne rejony. Po tym wstępie bowiem zespół wkracza na zgoła odmienne terytoria muzyczne. Utwór "Znowu się kłócą" ma już zdecydowanie knajpiany klimat. Spokojniejszy rytm, odzywa się gitarowa kaczka. Zupełnie jak na płytach Toma Waitsa. Duch tego artysty, będzie jeszcze powracał, jak chociażby w "Czwartku" czy w "Las putas". Jednak to tylko jakaś jedna z kilku części składowych muzyki na tej albumie.


Cechą podstawową "Las putas melacólicas" jest bowiem różnorodność. I nie tylko dlatego, że zestaw podstawowy to całe dziewiętnaście utworów. Albo dlatego, że wersja rozszerzona płyty wzbogacona jest o drugi dysk o wiele mówiącej nazwie "Exclusivas", zawierający drugie tyle niepublikowanego dotychczas materiału, pochodzącego z archiwum zespołu. Co prawda są to utwory znane z poprzednich wydawnictw zespołu, ewentualnie inne wersje utworów z "Las putas melacólicas", często w dość surowych aranżacjach, ale niemniej i nad nimi warto się zatrzymać.


Jeśli miałbym szukać jakichś muzycznych odniesień to na pewno sporo tu nawiązań do Pink Floyd (nawet do tego najwcześniejszego okresu, z Sydem Barettem w składzie. O Tomie Waitsie już wspomniałem, aczkolwiek nie jest to nawiązanie bezpośrednie. Raczej chodzi o pewien knajpiany klimat, tak pasujący do jego twórczości. Nad całością unosi się też duch The Doors, co realizuje się głównie w podejściu do kompozycji. A to znowuż wynika z charakteru całego zespołu, jako akompaniującego poecie.


Na pewno wyróżnia się gra sekcji rytmicznej. To jej puls i wygrywane przez nią jak mantra motywy stanowią szkielet większości kompozycji. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, jakby uczestniczyło się w odsłuchu jakiegoś naprawdę kreatywnego jam session. Utwór "Niebieskie" to właściwie jeden motyw powtarzany w kółko, podobnie "Czwartek."


Zespół nie stroni też od psychodelii, co też poniekąd zbliża ich do The Doors. Tu i ówdzie pojawia się jakaś niepokojąca zagrywka gitary, czy klawiszy. I ma to w sumie sens. Świetliki dobierają bowiem odpowiednie środki, by przede wszystkim podkreślić przekaz słów swojego poety-wokalisty. Grunt, że bardzo ciekawie zgrywają się one z poszczególnymi wersami melodeklamowanymi przez niego. Warto wsłuchać się na przykład w "Czwartek". Zespół potrafi wyczarować jakieś takie skupienie w słuchaczu. Ma to też wyraz w pojawiających się co jakiś czas krótkich wstawkach jak na przykład "Bóstrele." To tylko kilkadziesiąt sekund melodeklamacji na tle psychodelicznej muzyki. Niby nic wielkiego, ale dodaje płycie kolorytu.


Album ten to też świadectwo bardzo dużej wyobraźni muzycznej Świetlików. Jest w niej coś postmodernistycznego. To konkretne style, środki muzyczne mają służyć jako narzędzia do sformułowania konkretnego przekazu przez muzykę. Tu muzycy nie muszą wpasowywać się w jakieś formy. Stąd nie dziwi, że na płycie znajduje się sporo dźwięków, którą są, bo są. Bo tak podobało się muzykom, którzy je zagrali. Takie utwory jak "Filandia" posiadają w swojej aranżacji nawet partie smyczkowe, co nadaje im wręcz błogi wydźwięk. W "Delikatnieniu" pojawia się niemal jazzowy fortepian. W "K", który sam w sobie brzmi jak marsz pogrzebowy, odzywa się też sekcja dęta. Tu i ówdzie pogrywa nawet akordeon (fajnie brzmi w "Las Putas" i "Oplutym"). W takim "Jowejku" zespół adaptuje na swoje potrzeby nawet rytm walczyka... Miejscami muzyka Świetlików nabiera wręcz post-rockowego posmaku. Utwór "Gigli gigli" mógłby równie dobrze znaleźć się na płycie Slint.


Ma to też pewne odzwierciedlenie w partiach wokalnych. Zespołu post-rockowe często przecież albo całkiem rezygnują z wszelkich linii wokalnych i skupiają się na przekazie muzycznym. Ewentualnie zastępują je jakąś szczątkową melodeklamacją. Świetliki również - w pewnym sensie - idą tą drogą. Na płycie "Las putas melacólicas" obowiązkami wokalisty dzielą się dwaj panowie - Linda i Świetlicki. Efekt? Na pewno... intrygujący. Tym bardziej że ani jeden, ani drugi pan wybitnymi wokalistami nie są. Wynika to zapewne również z przyjętej konwencji. Takie wyznaczniki jak The Doors, czy Tom Waits wiele mówią. Przytoczyłbym również Lou Reeda i może... Iggy Popa? Takich rockowych "gawędziarzy". I to, co najważniejsze na tej płycie - wraz z melodeklamacją idzie w parze odpowiednia interpretacja! Miewa ona miejscami posmak poezji śpiewanej, czy wręcz piosenki aktorskiej. Kwestia umowna - czy kupuje się tę konwencję, czy nie. Mnie ona w niczym nie przeszkadza. Wręcz idealnie zgrywa się z tekstami utworów. W dodatku utwory są tak zaaranżowane, że to jakoś tak do nich... pasuje? Ważne, że chce się ich słuchać. Trzeba tylko dać się wciągnąć w ten przedziwny muzyczny świat Świetlików i snute przez nich liryczno-muzyczne opowieści.


Poza tym obaj panowie wokaliści starają się, by ich deklamacje posiadały pewne smaczki interpretacyjne, dzięki którym poszczególne utwory nabierają własnego i niepowtarzalnego charakteru. I sprawdza się to w pełni. Inaczej brzmi dość smutny monolog Lindy w "Znowu się kłócą", a całkiem inaczej wypada w dość melancholijnej "Filandii". Ostatecznie i tak bardziej preferuję wokal Świetlickiego. Jest dla mnie jakiś taki bardziej naturalny? W końcu w większości to teksty jego autorstwa? A może chodzi tu o pewne moje przyzwyczajenie, które jakoś wiąże głos Świetlickiego z zespołem od dawna? Z drugiej strony inna wersja "Filandii" z dysku "Exclusivas", zubożona o smyczki i z wokalem Świetlickiego podoba się mi bardziej niż ta z wersji finalnej... Warto też zauważyć, że w utworach w których występują obaj panowie jednocześnie, daje to naprawdę ciekawy efekt. Szczególnie podoba mi się ich współpraca w "Jowejku" albo w "Incipit". Co prawda bywają też i fragmenty na granicy mojej tolerancji, czego koronnym przykładem jest "Lalka Tadzika...", ale na szczęście nie są one zbyt częste.


Co do tekstów... Większość to oczywiście poezja Marcina Świetlickiego, który jak wiadomo jest dość znanym polskim poetą. Pojedyncze dorzucił jeszcze gitarzysta Tomasz Radziszewski, a nawet sam Bogusław Linda. Jest nawet jeden tekst Adama Mickiewicza (tak, tego wieszcza narodowego). Poezja jak to poezja - do jednych trafi, do innych nie. Marcin Świetlicki też jest dość specyficznym artystą i równie dobrze można go kochać jak i nienawidzić. I w zasadzie tak jest i w tym przypadku. Jednego nie można odmówić tekstom - Świetlicki ma talent do ciekawych fraz. Jak na przykład ta z "Filandii" - "na horyzocie błyska się i słychać szczęk żelaza". Albo ta z "Oplitego (05)" - "za jednym oknem mam supermarket/ za drugim oknem mam cmentarz/ z jednej strony supermarket przybliża się do mnie, rozbudowywowuje się/ z drugiej strony cmentarz zbliża się do mnie grób po grobie, normalnie" i dalej: "Hare, hare cmentarz, hare, hare supermarket". Czasem trafia się ciekawa obserwacja psychologiczna (w "Znowu się kłócą" - świetne: "on przy parapecie, przy gazecie naprawia świat"). Nawet opowieść o paleniu z "Niebieskie", albo o kacu z "Delikatnieniu" też może prowadzić do ciekawych wniosków natury ogólnej... (kac może być też przecież i moralny...) Co prawda trafiają się i dość ciężkawe w odbiorze liryki jak na przykład "Tata Tadzika" pełne aluzji - nazwijmy to - politycznych.

Niemniej warto zapoznać się także ze stroną liryczną. Choćby dla samej jej wyjątkowości i oryginalności.

Podsumowując płyta "Las putas melacólicas" Świetlików to potężna dawka muzyki ciekawej i niebanalnej.


Warto również posłuchać płyty "Exclusivas". Choćby dla kilku niepublikowanych nagrań. W tym dla utworu "Dominus vicit mundum" - tak dobrze śpiewającego (tak, tak, to nie pomyłka) Świetlickiego w życiu nie słyszałem...  

Lista utworów:

"Las putas melacólicas": Popatrzcie (1)/  Znowu się kłócą/ Las putas/ Filandia/ Niebieskie/ Czwartek/ Delikatnienie/ Opluty (05)/ D#/ Ziemnioki/ Ochroniarz/ Lalka Tadzika/ Gigli gigli/ K/ Bóstrelę/ Malancólica/ Jowejek/ Incipit/ Popatrzcie (2)

"Exclusivas": Parasolki/ Słonidarność/ Opluty/ Morderstwo/ Olifant/ Karol Kot/ Pogo/ Trzy gwiazdki/ Tata mięso/ Chmurka/ Złe misie/ Elektra/ Ociemniały okulista/ Personalny misiu/ Dominus vicit mundum/ Filandia/ Niebieskie/ Las putas/ O owadach

Skład:

Grzegorz Dyduch - bas, kontrabas, głos/ Artur Gasik - gitary, klawisze/ Bogusław Linda - głos/ Marek Piotrowicz - perkusja, instrumenty perkusyjne/ Tomasz Radziszewski - gitary, głos/ Marcin Świetlicki - głos

ponadto: Antoni Gralak - trąbki, tuba/ Jacek Hołubowski - akordeon/ Jacek Smak - instrumenty klawiszowe, a także kwartet smyczkowy w składzie: Filip Jaślar - skrzypce, Michał Sikorski - skrzypce, Paweł Kowaluk - altówka, Bolek Błaszczyk - wiolonczela, oraz sekcja dęta: Wojtek Frankowicz - puzon, Szymon Kamykowski - saksofon, Kuba Puch - trąbka. W nagraniach na płycie "Exclusivas" wystąpili również: Iza Kaluta, Piotr Czyż, Paweł Dziewoński, Iwonna Trenkner, Gabryela Frycz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga