52um "Superego" Offside Records 2010


fot. ze zbiorów autora

Robert Brylewski. Człowiek - instytucja, artysta znany z naprawdę pokaźnej liczby muzycznych projektów. Praszczur polskiego punka, reggae, hardcore - ogólnie - wielu, wielu zjawisk polskiej sceny niezależnej. Swego czasu Grabaż - wokalista Strachów na Lachy, Pidżamy Porno i (niegdyś) zapomnianej już kapeli Ręce do Góry, powiedział - cytuję: "jeśli ktoś zna osobę, która zrobiła więcej dla polskiej muzyki niż Brylewski, to może mi nalać na buty." Cóż... może i coś w tym jest?

52um to jeden z ostatnich zespołów, w jakim udzielał się Brylewski. Stworzył go razem z Konradem Januszkiem - chirurgiem, który chciał spełnić jedno ze swoich młodzieńczych marzeń o graniu w zespole, nazwijmy to, rockowym. Cóż - spełnił je i to z nawiązką. W końcu udało mu się nagrać z Brylewskim trzy płyty!

O ile pierwsza płyta 52um była czymś w rodzaju muzycznego projektu, w który zaangażowanych było kilkanaście osób, to już jej następczyni - "Superego" - ukazuje już inne oblicze tego zespołu. Właśnie - zespołu, choćby dlatego, że jego skład jest już bardziej zwarty. I w zasadzie, styl muzyczny, który ten zespół preferuje - również.A części składowe tego stylu są - jak to w przypadku Brylewskiego - są dość różnorodne, ale i w miarę charakterystyczne. 

Jeśli miałbym umieścić muzykę 52um na jakimś umownym spektrum dokonań Brylewskiego to doszukiwałbym się tu pewnych wpływów zarówno Kryzysu, jak i Falarek Band (aczkolwiek tych zdecydowanie mniej). Z tym zastrzeżeniem, że nie są to jednak nawiązania bezpośrednie. Raczej jest to swoista wypadkowa. Brzmienie tej płyty bowiem garściami wręcz czerpie z doświadczeń Brylewskiego z dubem. A te przecież również były bogate. Miejscami przypomina się nawet kolaboracja ze Światem Czarownic ("Przedsen"). Słychać to fakturze brzmieniowej poszczególnych utworów. Te wszystkie pogłosy, jakieś bliżej niezidentyfikowane ambientowe plamy. Kreuje to miejscami wręcz psychodeliczny klimat ("Gwiazda" - jazda jak w co bardziej zakręconych kawałkach Falarek Band, a może i Sonic Youth, inny przykład - "Schody"). Jeśli ktoś szukałby tu jakichś odniesień bardziej "światowych", to pewnie dobrym porównaniem będą muzyczne rejony Velvet Underground, czy nawet The Stooges, w ich co bardziej pokręconym wydaniu. Podobnie da się wyczuć swoistą wibrację Joy Division, szczególnie w partiach basu. Jednak to tylko skojarzenia, na marginesie. Są niczym zręby, które występowały w graniu Brylewskiego i dawniej. Są po prostu już częścią składową jego własnego stylu. A styl ten nieraz daje o sobie znać. A to da się wyłowić riff, który równie dobrze mógłby się sprawdzić na jakieś starej płycie Armii ("Struny", "Schody"). Jednak to tylko echa. Brzmieniowo bowiem płyta odbiega dość mocno od twardego hardcore. 

52um gra bowiem piosenki... Z wyraźnie zaznaczonymi zwrotkami i refrenami. I choć całość tego materiału sprawia bowiem dość nostalgiczne wrażenie. I to nie tylko dlatego, że tu i ówdzie pojawiają się zdecydowanie balladowe dźwięki, nawet miejscami dość smętne ("Kwiaty"). Czy też kawałki pełne tęsknej melancholii, które równie dobrze mogłyby się znaleźć na płycie zespołu Negatyw ("W jasność dnia", czy "Ego"). Nawet te szybsze utwory, jak na przykład "Granice", są wyprodukowane w taki sposób, że tracą gdzieś swoją ostrość. Dla niektórych może to być wada. Dla mnie raczej ciekawy aranżacyjny zabieg. Tym bardziej że na tym tle całkiem nieźle wyróżniają się refreny ("Struny"). Warto zauważyć, że niektóre z tych piosenek spokojnie odnalazłyby się na jakichś radiowych playlistach.

 Wydaje mi się, że zamysłem tej płyty było wykreowanie pewnego klimatu. Nastroju melancholii i pewnej zadumy. "Superego" to płyta wymagająca. Żeby odebrać ją w całości, trzeba złapać jej specyficzny klimat. Dobrze się jej słucha w nocy, gdy człowiek chce się na chwilę odciąć od rzeczywistości. Wprowadza w pewien trans. Nikt tu niczego nie chce na siłę udowadniać. Tu muzyka ma po prostu płynąć.

Sprzyjają temu również teksty. Owszem jest tu odrobinę buntowniczego podejścia do świata ("nie, nie zatrzymamy się" - deklaracja z rozpoczynającego płytę "Przedsnu" - zaadaptowanego na tekst wiersza Tadeusza Gajcego). Są też swego rodzaju egzorcyzmy nad samym sobą (nieco naiwny, w sumie, w swej wymowie "Mały wojownik"). Pojawia się odrobinę dobrych rad ("You can only believe in your love..." w "To my son"), szczypta tajemnicy i nazwijmy to - dość poetyckiego ujęcia (w "Gwieździe" - ""wysyła do mnie wagony światła, moja gwiazda"). Jednak całość ma jakiś taki dość smutny wydźwięk. I to nie tylko przez teksty w postaci tego wieńczącego cały album - "kończy się czas, kończy się nadzieja, nie zatrzymam go" w "Schodach", co brzmi jak przyznanie się do zaakceptowanie przemijania. I bynajmniej nie dlatego, że jest się z tym pogodzonym... Raczej nie ma tu innego wyjścia... A i wcześniej pojawiają się dość wyraźne poczucie znikomości własnej, jak i swojej sztuki ("Struny" - "to tylko drżą opieszałe struny pod moją ręką"). Wtóruje temu dość rozpaczliwe wyznanie o samotności:: "odłóż swój bęben mały wojowniku/jesteś teraz w mieście i nie ma tu nikogo" w "Małym wojowniku"). 

Nie było jeszcze nic o wokalu. Ten, jak cała ta płyta - jest specyficzny. Głos Brylewskiego brzmi charakterystycznie, ale już towarzyszący mu wokal Januszka - niekoniecznie... Ich linie wokalne też nie są jakoś mocno rozbudowane. Czasem wypadają one całkiem nieźle (refreny "Strun", czy "Gwiazdy", albo końcówka "Schodach" - ileż tu emocji...), miejscami gorzej ("Przedsen" - takie sobie podśpiewywanie, w dodatku czasem nierówne i z lekkimi fałszami, czy wręcz koncertowo położone zwrotki "To my son" - tu dodatkowy minus za słaby angielski akcent, zdecydowanie Januszek nie powinien śpiewać w tym języku; słabo wypadają też zwrotki "Strun"). Ogólnie, jeśli ktoś spodziewa się wokalu z górnej półki rockowej wokalistyki, może się srogo zawieść... Tu wszystko zależy już od słuchacza. Co prawda, słyszałem Brylewskiego w zdecydowanie lepszej formie wokalnej, a jednak... Ta płyta ma w sobie to "coś", co powoduje, że - może nie często - ale jednak do niej wracam. I za każdym razem przez te kilkadziesiąt minut przykuwa mój słuch... 

"Superego" to płyta jedyna w swoim rodzaju. Wydaje się taka nierówna, taka kanciasta... Może i umorusana w szlamie, pełna skaz... ale jednak perła.

 Lista utworów: Przedsen/ Ego/ Mały wojownik/ Struny/ Kwiaty/ Granice/ To my son/ Gwiazda/ W jasność dnia/ Schody

Skład: Konrad Januszek - g., voc/ Robert Brylewski - g, voc, melodica/ Rafał Miciński - bas/ Michał Leks - dr/ Paweł Stawarz - vibraphon, malleKat/ Wojciech Konikiewicz - klawisze, synthesisers

Komentarze

Popularne posty z tego bloga