LA AFERRA „MIŁOŚĆ” Nikt Nic Nie Wie 1999 fot. diykolorecords.bandcamp.com Są takie płyty, które traktować można tylko jako pewną skończoną całość. Takie, które należy słuchać od początku do końca. W pewnym skupieniu. Wtedy dopiero ujawnia się ich prawdziwa wartość. I robią największe wrażenie. Płyta „Miłość” to jedna z takich perełek. W dość bogatym dorobku polskiego muzycznego podziemia, jest też dziełem, które zdecydowanie wyróżnia się i wybija ponad inne. Już sam zamysł płyty, jej oprawa, a przede wszystkim muzyczna zawartość świadczy o tym najlepiej. Dla wielu słuchaczy La Aferry znających wcześniejsze dokonania zespołu, była ona na pewno zaskoczeniem. Już sam początek płyty wprowadza w jej dość specyfi...
Posty
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
DEUTER „ŚMIECI I DIAMENTY” Fonografika 2011 fot. Muzodajnia Powroty po latach… bywają niebezpieczne. Bazowanie na legendarnych nazwach – również. Co prawda Deuter zawsze był zespołem, który jednolitego składu nie miał. To, co prezentował na poprzednich płytach, również było mocno zróżnicowane stylistycznie. Po drodze przypałętała się Kelnerowi kolaboracja z Dezerterem, która miała swój wynik w wydaniu w 1995 r. płyty tego zespołu o znamiennym tytule „Deuter”. Wypełniały ją klasyczne utwory zespołu Deuter z lat osiemdziesiątych, zaśpiewane przez Kelnera, przy akompaniamencie Dezertera. Potem była długa cisza. Nieudanej w sumie reaktywacja zespołu na przełomie tysiącleci – nie liczę. Aż tu nagle pojawił się album z głównie premierowym materiałem (i dwoma kawałkami z przeszłości)...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
STARZY SINGERS „ROCK-A- BUBU” reedycja Antena Krzyku 2016 r. fot. Serpent Starzy Singers… aż strach pisać o tym zespole! I to o TAKIM zespole! Azaliż, czy to w ogóle możliwe, by spłodzić przekonujące przedstawienie jego wielkiej twórczości? „Rock- á -bubu” to druga płyta jednego z najbardziej nieodżałowanych zespołów polskiej alternatywy. Już samy początek płyty zapowiada słuchaczom, że będą mieli do czynienia ze zjawiskiem wyjątkowym. Jakieś odgłosy miasta, przeszukiwanie fal radiowych. Do tego głos… hm… taksówkarza, który stwierdza, że chce „zrobić nastrój”. No i w końcu trafia na odpowiednią audycję. I robi ten nastrój! I to jaki! W pierwszym odsłuchu klimat tej płyty przywodzi na myśl grunge’owe granie spod znaku Mudhoney. Bardziej wnikliwy i osłuchany odbiorca wychwyci też pewne nawiązania do jeszcze wcześniejszych przedstawicieli alternatywy w postaci Iggy and the Stooges (i to nie tylko dlatego, że wśród dołączonych do płyty bonusów znajduje się przeróbka „Now, I wa...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
EWA BRAUN „ESION” fot. Serpent Ewa Braun „Esion” Nikt Nic Nie Wie 1996 „Esion” – anagram słowa „noise”. Hm… Tytuł tej płyty teoretycznie zdradza, z czym słuchacz może mieć do czynienia. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku polska (ale pewnie i nie tylko polska) muzyczna scena niezależna uwielbiała wszelkiego rodzaju etykietki. Co prawda bazą tych wszystkich „wynalazków” pozostawało dość proste granie. Zwłaszcza punkowe. Złośliwi twierdzili nawet, że to były takie próby maskowania w sumie bardzo jednorodnej, żeby nie określić tego jeszcze dobitniej – plagiatorskiej, czy raczej schematycznej w swojej budowie harmonicznej i melodycznej warstwy muzycznej. A w wielu przypadkach –...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
KOBONG „CHMURY NIE BYŁO” Universal Music Polska sp. z o.o. 2018 (reedycja) fot. ze zbiorów autora Kobong – zespół – legenda. Ostatnio, przez niektórych, odkryty na nowo. Głównie dzięki reedycjom debiutanckiej płyty, jak i jej następczyni – „Chmury nie było.” Zespół uważany przez wielu za prekursora nowoczesnego metalowego grania, zwłaszcza tego z „matematycznym” zacięciem. I kolejny przykład czego, co raczej nie trafiło w swój czas. Pytanie, czy zespołowi zależało na takiej atencji… Jednego jednak nie można mu odmówić. Sukcesu artystycznego. Czego płyta „Chmury nie było” jest najlepszym przykładem. Kobong od samego początku s wego istnienia poszukiwał. Głównie nowych form ekspresji i kompozycji. A także bardzo lubił różne skomplikowane rytm...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
NORMALSI „DEKALOG, CZYLI PIEKŁO MUZYKANTÓW” Fonografika 2006 fot. dawna strona oficjalna zespołu: www.normalsi.pl Są takie płyty, które w zasadzie są dość standardowym zbiorem kilku piosenek. Czasem szybszych, czasem wolniejszych, a jednak mających w sobie to „coś”, co powoduje, że nie można przejść obok nich obojętnie. Taką płytą jest dla mnie „Dekalog, czyli piekło muzykantów” Normalsów. Zarówno okładka – fragment obrazu Hieronymusa Bosha, jak i tytuł wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z pewnym zamysłem konceptualnym. Otóż, każdy z tekstów utworów (autorstwa Piotra i Arkadiusza Pachulskiego) nawiązuje kolejno do jednego z dziesięciorga przykazań. Płyta zaczyna się dość niepozornie. Takim odrobinę „skradającym się” ri...
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
SSAKI „MASSA TABULETTAE” Antena Krzyku 1998 fot. ze zbiorów autora Ssaki – zwierzęta należące do kręgowców, charakteryzują się tym, że ich samice posiadają gruczoły mlekowe, którymi karmią swoje młode. Massa tabulettae – naukowa nazwa otoczki pigułki. Dwa niezależne od siebie pojęcia, które w połączeniu ze sobą muszą wydawać się odrobinę dziwne. Może dlatego, gdy myślę zarówno o tym zespole Ssaki, jak i jego dziele pod tytułem „Massa tabulettae”, pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl to właśnie „dziwny”… Może nawet dziwaczny. Sęk w tym, że właśnie ta dziwaczność jest w tym przypadku wręcz fascynująca. Muzyka Ssaków jest bowiem czymś, czego nie da się tak łatwo opisać i zaszufladkować. Skład zespołu jest typowy – gitara-bas (dodatkowo śpiewający)-perkusja. Czasem pojawi się jakaś elektronika, gościnnie nawet zabrzmi jakaś trąbka lub skrzypce (choć tak przetworzone, że aż człowiek się zastanawia, co tak naprawdę usłyszał…) I ten, w zasadzie prosty skład, generuje z s...